OŚRODEK DOMOWEGO LECZENIA RESPIRATOREM NAWIĄŻE WSPÓŁPRACĘ Z LEKARZAMI

Oferta dotyczy województw:
śląskiego, mazowieckiego, lubelskiego, warmińsko-mazurskiego

Wymagania :
- Specjalista anestezjologii i intensywnej terapii,
- Ważne prawo wykonywania zawodu
- Dyspozycyjność i odpowiedzialność

Zakres współpracy
- Opieka nad pacjentami wentylowanym mechanicznie w warunkach domowych
- Wizyty domowe wg harmonogramu + dostępność telefoniczna
- Prowadzenie dokumentacji zgodnie z obowiązującymi procedurami

KONTAKT:
Osoby zainteresowane ofe
rtą prosimy o kontakt telefoniczny pod numerem: +48 607 981 632

 

ALGORYTMY W POŁOŻNICTWIE - listopad 2016, Poznań

 

 Anestezjologia i intensywna terapia - aktualności

Kilka wrześniowych dygresji o łagodzeniu bólu porodowego

Ciekawy jestem, jak wygląda przestrzeganie w Waszych szpitalach OBOWIĄZUJĄCEGO od 1. września 2016. rozporządzenia Minzdrawu dotyczącego łagodzenia bólu porodowego? Po szczegółowej analizie tego rozporządzenia można spostrzec, że:

1.) Rozporządzenie to dotyczy WSZYSTKICH podmiotów leczniczych posiadających w swej strukturze oddziały położnictwa: oznacza że obowiązuje ono nie tylko w szpitalach państwowych, ale również i w prywatnych:

"Standardy stosuje się w postępowaniu medycznym w zakresie łagodzenia bólu porodowego w podmiotach leczniczych wykonujących działalność leczniczą w rodzaju świadczenia szpitalne."

2.) Jest to ministerialny STANDARD. Nie wytyczna, czy zalecenie. Moc rażenia tej dyrektywy (rozporządzenia) jest wiec o wiele poważniejsza, niż jakieś tam wytyczne czy zalecenia... :)

3.) Lekarz-rezydent nie może samodzielnie wykonywać znieczulenia porodu. Koniec kropka. NIE MOŻE. Jeśli robi to samodzielnie, to świadomie łamie prawo obowiązujące w tym kraju.

Swoją drogą, Szanowne Koleżanki i Koledzy Rezydenci, czy idąc do pacjenta na konsultację, rozpoczynając znieczulenie przedstawiacie się pacjentom jako lekarz-rezydent? Bo to oficjalny tytuł i status, który w chwili obecnej posiadacie 😃 Bo jeśli używacie w stosunku do pacjenta zwrotu "Nazywam się Iksiński, jestem lekarzem-anestezjologiem, który będzie wykonywał u Pani znieczulenie do..." - to jest to świadome wprowadzenie pacjentów w błąd :) A to jest karalne :) Samodzielne wykonywanie analgezji porodu przez rezydenta jest wg. obowiązującego od 1. września prawa NIELEGALNE.

Swoja drogą - pytanie do specjalistów: czy ktoś z Was koledzy / koleżanki jest lub będzie na tyle szalony, aby nadzorować rezydenta przy analgezji porodu? :)?

W tym miejscu gratulacje dla co poniektórych dyrektorów szpitali, którzy w akcie olśnienia wpadli na wielce osobliwy pomysł wypełnienia luk kadrowych rezydentami anestezjologii, którzy samodzielnie, bez nadzoru i w zamian za symboliczne wynagrodzenie bawią się w zanieczulanie porodów. Bo w tej zabawie w zanieczulanie chyba tylko dziecko nie widzi zagrożeń, jakie wiążą się z samodzielnym, bez nadzoru merytorycznego wykonywaniem analgezji porodu...

4.) Zauważcie proszę, że zanim przystąpi się do udzielania  świadczeń z zakresu analgezji porodu niezbędnym jest wcześniejsze opracowanie (PISEMNE) zasad (tzw. trybu) prowadzenia analgezji porodu. Ten dokument winien określać: kto, gdzie i kiedy, pod jakim warunkiem? I pod jakim numerem telefonu? I co najciekawsze - to m.in. MY lekarze-anestezjolodzy mamy być jego współautorami. Kierownik zakładu opieki zdrowotnej jedynie ma go zaakceptować. Tryb ten anestezjolog, który przystępuje do analgezji powinien potwierdzić swoim podpisem. Nie ma podpisu lub tryb jest bliżej nie określony - nie ma analgezji! Nie uważacie, że to duża szansa dla nas, anestezjologów? Ale też i duże zagrożenie. Wystarczy udowodnienie przez pacjentkę, że w szpitalu nie było opracowanego pisemnego trybu określającego sposób postępowania przy analgezji porodu... Ups...

W podmiocie leczniczym wykonującym działalność leczniczą w rodzaju świadczenia szpitalne, zwanym dalej „podmiotem leczniczym”, posiadającym oddział położniczy opracowuje się, w formie pisemnej, tryb postępowania medycznego w łagodzeniu bólu porodowego, uwzględniający niniejszy standard i dostępne w podmiocie leczniczym metody łagodzenia bólu porodowego. 4. Uzgodniony pomiędzy zatrudnionymi w podmiocie leczniczym przedstawicielami lekarzy prowadzących analgezję regionalną porodu, lekarzy położników, lekarzy neonatologów lub lekarzy pediatrów, położnych i pielęgniarek oraz położnych anestezjologicznych i pielęgniarek anestezjologicznych tryb postępowania medycznego w łagodzeniu bólu porodowego akceptuje kierownik podmiotu leczniczego, a jeżeli kierownik nie jest lekarzem, jego zastępca do spraw medycznych.

5.) A pamiętacie o tym, Koleżanki i Koledzy,że osobą inicjującą analgezję porodu jest lekarz-położnik, a nie położna ;) ?

Rozpoczęcie farmakologicznego łagodzenia bólu porodowego każdorazowo jest poprzedzone badaniem położniczym i przeprowadzoną przez lekarza położnika udokumentowaną oceną natężenia bólu lub identyfikacją wskazań medycznych oraz uzyskaniem zgody rodzącej na zastosowanie proponowanej metody. 

Wszystkiego dobrego na salach porodowych :) ! Z analgetyczno-położniczymi, jesiennymi pozdrowieniami, Wasz Admin Polanestu (26.09.2016.)

Przegląd ostatnich wydarzeń w an i it

aaaaaaaaa

Polegli w pracy...

Gdybym był złośliwy, napisałbym, że polegli na służbie.... Polegli... To takie modne ostatnio słowo... Dwójka anestezjologów w ciągu jednego miesiąca, czarny sierpień; dwójka anestezjologów odeszła do krainy wiecznych znieczuleń, w trakcie wykonywania swoich obowiązków. Przypomnijmy:

  • Miesiąc temu, nasza koleżanka, Białogard, lat 44, po 4 dobach pracy non stop - śmierć na dyżurze. Niektórzy mówią że po siedmiu, ale z przerwami...
  • 24.sierpnia, Sosnowiec, nasz kolega, lat 57, zgon w trakcie pracy.

Już bardzo, bardzo dawno temu Miś O Małym Rozumku odkrył, że nie można jednocześnie "mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko". TYLKO zwiększenie lekarskich wynagrodzeń może spowodować ograniczenie ilości godzin pracy. Wszelkie działania, mające na celu unormowanie i ograniczenie ilości godzin pracy przez lekarzy spowodują natychmiastową zapaść systemu opieki lekarskiej w Polsce. Jednak, jak twierdza przedstawiciele OZZL, odmowa pracy przez lekarzy powyżej 48 godzin tygodniowo jest przedstawiana jako stwarzanie zagrożenia dla chorych. Tak samo mówi się o pracy ponad normę. W zależności od potrzeby rządzący szantażują lekarzy w obie strony – podkreśla OZZL.

Swoją drogą Szanowni Koledzy i Koleżanki, jak został u Was w WASZYM szpitalu rozwiązany problem osobnego pionu anestezjologicznego, przeznaczonego TYLKO I WYŁĄCZNIE do analgezji porodu? Brak takowego od 1. września 2016 może powodować poważne implikacje natury prawnej i finansowej (kary z NFZ-u)... Przypomnijmy: anestezjolog prowadzący analgezję u pacjentki rodzącej (max. 3 jednoczasowe analgezje porodu), nie może w tym czasie zajmować się absolutnie żadnym innym pacjentem.) (07.09.2016.)

Szkolenie i egzaminy są dla pacjentów, nie dla lekarzy...

Wywiad red.  Justyny Wojteczek z P. prof. K. Kuszą. Tytuł i wywiad pochodzą z mp.pl

-------------

Justyna Wojteczek: Podoba sie Panu system kształcenia specjalizacyjnego w Polsce?

Prof. Krzysztof Kusza, krajowy konsultant w dziedzinie Anestezjologii i Intensywnej Terapii: Ulega on ciągłej ewolucji. To w dużej mierze pozwala na pewną swobodę w organizacji programu szkolenia. Jednak system nie wymusza szkolenia się w danej dyscyplinie medycyny jedynie w ośrodkach, które w istocie mogłyby szkolić najlepiej. W odczuciu organizatora systemu dzięki temu zwiększa się dostępność do tej grupy specjalistów – w takim systemie szkoli się po prostu więcej lekarzy.

Rozmawiałam z szefem programu rezydencji w dziedzinie chirurgii w szpitalu w Chicago. Na podstawie liczby wykonywanych procedur w tej placówce, liczby specjalistów oraz liczby określonych procedur, do wykonania których zobowiązany jest szkolący się lekarz, wyliczono, że ten niemały szpital może sobie pozwolić na sześciu rezydentów z chirurgii. W Polsce takiej precyzji chyba nie ma.

Nasze specjalizacje są przygotowywane w podobny sposób. W anestezjologii i intensywnej terapii jest tak, że ośrodek, który stara się o akredytację do szkolenia, przedstawia listę wykonywanych w nim różnego rodzaju znieczuleń, procedur intensywnej terapii itp., na podstawie której wylicza liczbę rezydentów, których szpital może wyszkolić. Uwzględnia się także to, że jeden specjalista może szkolić trzech rezydentów.

Niestety, często ten pierwszy algorytm nie pokrywa się z drugim. Innymi słowy, z jednej strony w szpitalu jest 13 do 14 tys. znieczuleń w roku i można przyjąć, że powinno się w nim kształcić około 25 rezydentów, a z drugiej strony zespół specjalistów liczy 25 osób, zatem liczba rezydentów może wynieść trzy razy więcej. Jeśli konsultant wojewódzki pozytywnie zaopiniuje wniosek takiego szpitala na większą liczbę rezydentów, to mamy do czynienia z sytuacją, iż szkoli się więcej lekarzy, ale w trakcie tej specjalizacji nie są w stanie zrealizować wszystkich wymaganych programem procedur.

Dlaczego to jest możliwe?

Jest wiele powodów tej sytuacji. Przede wszystkim rezydent jest postrzegany przez większość zarządzających jako tania siła robocza, która będzie realizowała zadania głównie w zakresie bloku operacyjnego. Cierpi na tym szkolenie z intensywnej terapii, bo pracując przy znieczuleniach ludzie ci mało czasu spędzają na oddziale intensywnej terapii. To widać później w przebiegu egzaminu ustnego: można się zorientować, że niektóre osoby bardzo rzadko przebywały na oddziale IT. Oczywiście jest dużo porządnych jednostek akredytowanych, które szkolą dobrze, ale myślę, że ok. 30% to te, które akredytacji mieć nie powinny.

Ta sytuacja to efekt swoistego konfliktu wartości wynikającego z niedoborów kadrowych: organizator ochrony zdrowia, który wobec deficytu kadr chce jak najszybciej wyszkolić jak największą liczbę specjalistów, obawia się, że nie spełni tego zadania, jeżeli zawęzi kryteria akredytacyjne tak, jak życzy sobie tego zespół ekspertów, który opracowuje program specjalizacyjny. Szpitalowi zaś zależy na taniej sile roboczej, którą są rezydenci.

Czy jako konsultant krajowy nie ma Pan wpływu na tę sytuację? Nie może jej pan zmienić?

Zanim odpowiem na to pytanie, opowiem o jeszcze jednym: jeżeli chcielibyśmy przyjrzeć się jednej procedurze – orzekania o śmierci mózgu, która to procedura jest przypisana do ośrodka akredytowanego w dziedzinie szkolenia z anestezjologii i intensywnej terapii, to okazuje się, że w 44% ośrodków akredytowanych nigdy nie orzeczono śmierci mózgu. Zatem lekarz, który szkolił się w takim ośrodku i zda egzamin specjalizacyjny, będzie specjalistą, który nie orzeknie o śmierci mózgu, bo się tego nie nauczył, a raczej nie będzie na tyle odważny, żeby takie podejrzenie wysunąć. To nie jest procedura, o której można sobie poczytać w książce, to jest procedura, którą się wykonuje, bo posiadło się wiedzę podczas sześciu lat szkolenia. Naturalnym jest to, że jest ona wykonywana przede wszystkim w ośrodkach uniwersyteckich i wojewódzkich, których jest w Polsce ok. 20-30.

Wystarczyłoby szkolących się oddelegować na pół roku do ośrodka uniwersyteckiego w celu zapoznania się z tego rodzaju procedurą. Czy tak się dzieje? Różnie bywa.

Pyta pani, czy mam wpływ na taką sytuację. Otóż piszemy programy specjalizacyjne w celu osiągnięcia jak najwyższej jakości szkolenia. Jeżeli ktoś tych programów nie realizuje, to nie mam na to wpływu.

Przecież jest Pan konsultantem krajowym...

Tak, piszę zatem listy do ministerstwa i proponuję korekty. Najczęściej niewiele z tego wynika. Czasami otrzymuję odpowiedź, w której minister popiera mój wniosek, ale to wszystko. Chociaż nie ulega wątpliwości, że musiał się zapoznać z treścią dokumentu. To dotyczy wszystkich dotychczasowych ekip.

Mamy w Polsce sześć lat szkolenia, które kończy się egzaminem. Czy odzwierciedla on wady szkolenia?

Egzamin pisemny powinien zweryfikować wiedzę podstawową w zakresie danej dyscypliny medycyny, nabytą z książek. Programy specjalizacyjne zawierają literaturę, z którą należy się zapoznać; do egzaminu pisemnego przedstawiamy już szczegółową listę pozycji, na podstawie których ułożone są pytania. Do dnia 26 maja 2016 były dwie książki, z których należało się przygotować do egzaminu pisemnego z mojej dziedziny: jedna dotyczyła anestezjologii, fizjopatologii, farmakologii klinicznej, farmakodynamiki, a druga – intensywnej terapii. Nic więcej. Słowo w słowo układamy pytania z tych właśnie książek.

Jak to się dzieje, że jest taka słaba „zdawalność”?

Są dwa egzaminy specjalizacyjne w mojej dziedzinie: tzw. europejski i państwowy, organizowany przez konsultanta krajowego i Centrum Egzaminów Medycznych. Ten, kto podejdzie do egzaminu europejskiego i go zda w części pisemnej, dostanie certyfikat polskiego towarzystwa potwierdzający ten fakt, co jest z kolei uznawane przez CEM za równoważne z 1. częścią państwowego egzaminu. Wystarczy wówczas podejść do egzaminu ustnego. Egzamin europejski jest organizowany raz w roku – we wrześniu. Zwykle poprzedza on pisemny państwowy egzamin specjalizacyjny w sesji jesiennej. Osoby, które nie zdały egzaminu europejskiego, w świetle przepisów prawa mają jak najbardziej przywilej przystąpienia do polskiego egzaminu państwowego. Zwykle też go nie zdają. Zatem na państwowy egzamin przychodzą przede wszystkim te osoby, które nie zdały wcześniej europejskiego, spodziewając się, z nieznanych mi powodów, że będzie on o niższym współczynniku trudności. Trzeba przyznać, że od dwóch sesji obserwujemy, że osoby, które nie zdawały egzaminu europejskiego i po raz pierwszy przystępowały do PES, też w niewielkim odsetku ten egzamin zdały. Problemem jest to, że egzamin specjalizacyjny można zdawać bez końca. W mojej dziedzinie utworzyła się 60-70 osobowa grupa ludzi, która po wielokroć przystępuje do egzaminu, w sesji wiosennej i jesiennej, i po wielokroć go nie zdaje. Pewnie nadal będą przystępować i nie zdawać. To się będzie działo tak długo, jak długo nie nastąpią zmiany.

A jest na nie nadzieja?

Nie wiem, czy jest szansa na zmiany w zakresie tego zagadnienia. Można byłoby wprowadzić przepis, że lekarz ma trzy szanse zdania egzaminu, a za czwartym razem – tylko za zgodą konsultanta krajowego bądź ministra zdrowia. Jeżeli by się wyczerpało te cztery możliwości, to traciłoby się szansę na uzyskanie tytułu specjalisty w danej dziedzinie. Pytanie, czy w kontekście deficytu specjalistów politycy zdobędą się na taki krok, bo wiązałoby się to z zawężeniem możliwości uzyskania specjalizacji. Jednak taki przepis funkcjonował w latach 70., 80. i 90. To nas mobilizowało do nauki.

Problem leży też w dziedzinie wartości. Mam wrażenie, że niektórzy młodzi ludzie nie rozumieją, że podmiotem zarówno egzaminu, jak i całego szkolenia, jest obywatel, a nie kształcący się czy zdający lekarz. Państwo organizuje egzamin specjalizacyjny nie dla zrealizowania potrzeb lekarzy, a dla zapewnienia przyzwoitej opieki zdrowotnej dla swoich obywateli. Lekarze zdają się zapominać, że egzamin ten, podobnie jak i rezydentury, są finansowane ze środków obywateli. Zatem zarówno szkolenie, jak i egzamin, są przywilejem dla zdającego, który powinien uszanować fakt, iż podatnicy fundują mu zarówno szkolenie, jak i egzamin. Nie znam innego kraju, w którym egzaminy te są nieodpłatne.

Lekarze mogliby też przyjąć do wiadomości, że organizatorzy tego egzaminu tak go skonstruują, iż zweryfikuje on wiedzę zdającego w taki sposób, że przystępując do łóżka chorego jako specjalista wpłynie on pozytywnie, a nie negatywnie na stan zdrowia swojego pacjenta.

Rezydenci narzekają na wysokość swoich wynagrodzeń.

Możemy je skonfrontować z amerykańskimi, które akurat znam. Jako rezydent zarabiałem 28 tys. dolarów rocznie. Nasze koleżanki i koledzy zarabiają przynajmniej 40 tys. zł rocznie. Warto jednak porównać zarobki specjalizujących się i specjalistów. Amerykański anestezjolog w przeciętnym ośrodku w najgorszym razie będzie zarabiał rocznie ok. 350 tys. dolarów, zaś w bardzo dobrym – ok. miliona dolarów rocznie. To, jak się szkoliło, jakie się w trakcie uzyskało wyniki, ma przełożenie na to, do jakiego ośrodka się trafi. Jeśli miałem dobre wyniki, to mam szansę dostać ofertę pracy z Cleavland Clinic. A jak kiepsko się szkoliłem, to pojadę do miejskiego szpitala w Utah. Ale 300 tys. dolarów mam na pewno.

Kilka tysięcy rezydentów w Polsce jednak protestowało, nie wiem, czy przekonałyby ich Pana porównania.

Nie wiem, na co ich zarobki wystarczają. Faktem jest, że mają duże możliwości dorobienia do tych pensji, na czym cierpi ich szkolenie. Sytuacja jest taka, że rezydenci często nie podpisują opt-outu. Pracują zatem 37,5 godziny, maksymalnie 48, zaś za dyżur medyczny w weekend dostają dwa-trzy dni wolne w tygodniu. Wtedy pracują w innych podmiotach medycznych, np. w pogotowiu.

Okres wolny od pracy po dyżurze medycznym Unia Europejska przygotowała nie na potrzeby lekarza, by mógł sobie w tym czasie dorobić, tylko na potrzeby obywatela, którego lekarz leczy. Przymusowy przydział odpoczynku ma służyć pacjentowi, żeby lekarz był wypoczęty i dobrze wykonywał swoją pracę. Podobnie piloci mają obowiązkowe przerwy w lotach. W Polsce te przymusowe odpoczynki są przez lekarzy wykorzystywane w innych podmiotach leczniczych, które cieszą się z kolei z takich możliwości, bo brakuje u nas lekarzy.

Zatem dopóki nie uzupełnimy kadr i nie zasilimy systemu dodatkowymi środkami, problemu ze szkoleniem specjalizacyjnym nie uda się rozwiązać?

To złożona kwestia. Chciałbym zwrócić uwagę na bardzo duże dysproporcje w wynagrodzeniach w zawodach medycznych: między lekarzem a pielęgniarką, ratownikiem, między lekarzami różnych specjalności. Nie wiem, jakie są rzeczywiste oczekiwania płacowe lekarzy. Jednocześnie wiem, że każdy system ochrony zdrowia skonsumuje dowolne dofinansowanie, wszystko co mu się da. To jest nieuchronne.

Jednak przyzna Pan, że lepiej przebiega szkolenie w USA czy Wielkiej Brytanii?

Pojęcie „rezydent” w Polsce nie odzwierciedla istoty tej instytucji. Przecież „rezydent” to ten, który „rezyduje”, czyli jest pod ręką. W Polsce tak nie jest. Amerykański rezydent przychodzi zwykle do szpitala o piątej rano, na godzinne szkolenie prowadzone przez opiekuna rezydentów. Po nim rezydenci rozchodzą się na sale operacyjne, gdzie samodzielnie muszą sobie wszystko przygotować: przyrządy, leki, sprawdzić aparat. Kiedy to zrobią, przyjdzie do nich pielęgniarka. Kiedy będą przeprowadzali indukcję znieczulenia, będzie im pomagała tak długo, aż stan chorego się ustabilizuje. Wtedy zostaną znowu sami i będą siedzieli przy stanowisku znieczulenia, mając do dyspozycji beeper i telefon. W zasadzie oni dzwonią cały czas do nadzorującego lekarza i pytają: „Tu ciśnienie spadło o 10, czy coś robimy?”.

Dzień pracy kończy się ok. godziny 18, kiedy to zaczyna się to samo szkolenie, które było rano, bo może niektórzy byli senni i należy im wieczorem przypomnieć, o czym rozmawialiśmy. Robi się 19. Rezydent kalkuluje, czy opłaca się jechać w korku do wynajętego pokoju, czy też lepiej zaczekać w szpitalu do tej piątej rano. Większość w szpitalu zostaje. „Rezyduje”, innymi słowy. Z nudów taki lekarz zagląda w jedno miejsce szpitala, potem drugie, na swój oddział, gdzieś tam pomoże koledze. W ten sposób nieustannie się doucza. Zostając na noc w tym szpitalu rezydenci nie tylko rano są wyspani, ale też nie mają kiedy wydać tych 30 tys. dolarów, czyli nie są niezadowoleni z tych wynagrodzeń, bo to wszystko utrzymuje się na koncie, czyli wzrasta.

Jedyne, co rezydenci sobie tam wywalczyli, to możność wyjścia ze szpitala po dyżurze medycznym. Ale też w USA inaczej jest ustawiona hierarchia przebiegu dyżuru w szpitalu, bo rzadko kiedy w szpitalu znajduje się staff, czyli dyżurny specjalista. Zawsze musi być senior resident, który jest już praktycznie nauczony wszystkiego, ale nie ma jeszcze tytułu specjalisty, zatem jest tańszy. Cały system jest zbudowany na zasadzie piramidy. Najmłodszy w razie problemu zwraca się do starszego o rok od siebie, starszy, jak nie wie co zrobić z danym zagadnieniem, dzwoni do senior residenta, jak ten nie wie, to woła staffa, czyli specjalistę, a ten musi przybyć w przeciągu 20-30 minut do szpitala. To gwarantuje pewną taniość udzielanych świadczeń, ale jest też bezpieczne. Bezpieczne, bo jest pewność wysokiej jakości szkolenia. W Polsce zaś nagle w szóstym roku szkolenia lekarze zaczynają się uczyć, bo we wrześniu egzamin. To oznacza, że przez pięć poprzednich lat robili niewiele. A to też oznacza, że nie możemy sobie pozwolić na wdrożenie systemu amerykańskiego, bo to będzie niebezpieczne dla pacjentów. Trzeba by do szkolenia podchodzić bardzo poważnie, a co za tym idzie, powoływać kierowników specjalizacji po to, by skrupulatnie sprawowali nadzór nad rezydentem przez sześć lat. Tutaj jest pytanie, czy nieodpłatnie. Są różne systemy. Np. Brytyjczycy bardzo sobie cenią, że mogą być kierownikami specjalizacji, bo to daje im prestiż i przekłada się na wyższe zarobki w innych polach działalności. U nas funkcja kierownika specjalizacji jest kłopotem, bo trzeba się gdzieś podpisać, na początku i na końcu, po sześciu latach. Zdarza się, że kierownicy specjalizacji, którzy teraz już rzadko przyjeżdżają na egzaminy ustne ze swoimi podopiecznymi, bo zostali zwolnieni z tego obowiązku kilka lat temu, reprezentują osobę, której nie znają. To jest przykre. Kierownik ma jednak być reprezentantem tej osoby, którą przeszkolił i która teraz przystępuje do egzaminu.

Rezydenci sami mówią, że albo trafią pod opiekę lekarza, któremu się chce, ma pasję i wówczas korzystają ze szkolenia, albo trafiają pod opiekę kogoś, który zasadniczo stempluje książeczkę. Czemu jest to możliwe?

Częsty brak rzeczywistego nadzoru nad specjalizantami wynika przede wszystkim z dywersyfikacji charakteru zatrudnienia. Nie mam oczywiście nic do tego, czy ktoś realizuje zadania medyczne na kontrakcie, czy na umowę o pracę. Każdemu pasuje co innego. Jednak specjalista zatrudniony na kontrakcie ma trudność w sprawowaniu nadzoru nad specjalizantami. Nie ponosi też odpowiedzialności za kiepskie wyszkolenie.

Czy możemy się spodziewać jakichś zmian?

W najbliższym czasie zmienione zostaną przepisy dotyczące egzaminów. Jeżeli ktoś będzie chciał się uczyć w systemie europejskim, to konsekwentnie do końca w systemie europejskim, a jeśli ktoś będzie chciał w polskim, to konsekwentnie w polskim. Innymi słowy, po niezdanym egzaminie europejskim nie będzie mógł zastępczo przystępować do egzaminu polskiego. Myślę, że to pewna koncepcja, zaczekałbym spokojnie, aż określone rozporządzenie MZ wejdzie w życie i jakie będzie miał brzmienie, tym bardziej, że najpierw jego projekt powędruje do konsultacji społecznych.

-------------

Tutaj link do komentarzy w mp.pl Sporo osób prezentuje nieco odmienny punk widzenia ;)     (23.08.2016.)

Ucieczka kolegi od odpowiedzialności

Polecam Waszej uwadze wpis Iffy na naszym Forum Dyskusyjnym. Śpiączka pacjentki spowodowana krytycznym i niezauważonym niedotlenieniem wskutek perforacji tchawicy w trakcie intubacji. Proszę zwrócić uwagę na jeden bardzo niepokojący szczegół - firma ubezpieczeniowa odmówiła wypłaty odszkodowania motywując to popełnieniem przez anestezjologa RAŻĄCEGO BŁĘDU. Ze zrozumiałych względów dostęp do artykułu tylko dla osób zarejestrowanych na naszym anestezjologicznym forum dyskusyjnym. (25.06.2016.)

Nowe pozycje z zakresu IT

Rozwój intensywnej terapii stawia przed specjalistami tej dyscypliny nowe wyzwania. Jedną z konsekwencji jest konieczność zastosowania aparatu zastępującego funkcję nerek, niezbędnego do leczenia chorych w ciężkim stanie ogólnym. Obok respiratora, jest on obecnie powszechnie używanym narzędziem, pomocnym w przywracaniu homeostazy u chorych z niewydolnością wielonarządową na oddziale intensywnej terapii. Postęp medycyny i zwiększenie dostępności urządzeń do terapii nerkozastępczej wymagają od lekarzy oddziałów intensywnej terapii nowych umiejętności i przyswojenia szerokiej specjalistycznej wiedzy. Ciągła terapia nerkozastępcza to pierwszy wydany w języku polskim przewodnik traktujący wyłącznie o współczesnych metodach pozaustrojowego oczyszczania krwi na oddziale intensywnej terapii. Mimo że od ukazania się pierwszego wydania anglojęzycznego upłynęło już kilka lat, książkanadal pozostaje aktualna. Publikacja przedstawia w sposób kompleksowy zagadnienia związane z ciągłymi technikami nerkozastępczymi, jak również opisuje w skrócie inne procedury pozaustrojowego oczyszczania krwi.cję, która wypełnia lukę tematyczną. Romuld Lango. Do księgarni >>

Wątrobie, mimo że jest narządem spełniającym wiele istotnych funkcji fizjologicznych niezbędnych dla życia, nie poświęcono tak dużo uwagi w polskiej literaturze medycznej dotyczącej intensywnego leczenia chorych, co sercu, płucom czy nerkom. Dotyczy to równieżpublikacji materiałów o charakterze przeglądowo-poglądowym, tak niezbędnych dla poszerzania wiedzy w codziennej pracy oraz dydaktyce.Tekst napisany jest bardzo przystępnym językiem, omawia wszystkie aktualne tematy z zakresu problematyki dysfunkcji wątroby na różnych poziomach zaawansowania.Podręcznik stanowi niezwykle ważną pozycję, która wypełnia lukę tematyczną. Zbigniew Rybicki. Do księgarni >>

"Szpitale czeka lawina pozwów za brak znieczulenia przy porodzie"

Przepisy o łagodzeniu bólu mogą doprowadzić do zamykania porodówek. Lecznice będą się bały procesów. Lekarze i szpitale już zaczynają się obawiać przepisów, które wejdą w życie w sierpniu 2016 r. Chodzi o rozporządzenie ministra zdrowia o łagodzeniu bólu porodowego. Daje ono każdej kobiecie prawo do znieczulenia na życzenie.

Większość kobiet już teraz domaga się znieczuleń na porodówkach, bo od ubiegłego roku refunduje je NFZ. W lipcu 2015 r. prezes Funduszu podpisał zarządzenie, mocą którego refunduje wszystkim kobietom znieczulenia przy porodzie, płacąc za nie szpitalowi 413 zł. A przyszłe matki są coraz bardziej świadome swoich praw i egzekwują je w szpitalach. Przed lipcem 2015 r. znieczulenie było dostępne tylko wtedy, gdy kobieta miała do tego wskazania medyczne, czyli nie była w stanie rodzić siłami natury. Kobiety, które chciały znieczulenie bez wskazań do niego, musiały płacić za dodatkową usługę w szpitalach ok. 600 zł.

Niektóre kobiety nie czekają na nowe przepisy i już teraz próbują pozywać lekarzy. Jedna z pacjentek po wyjściu z porodówki postanowiła wytoczyć sprawę ginekologowi za to, że nie dostała znieczulenia i musiała rodzić w bólach. Jej skarga trafiła do komisji lekarskiej.

– Lekarzowi udało się w końcu ją przekonać, że to nie jego wina, bo znieczulenie musi podać anestezjolog, a takiego nie było na oddziale. Za jego brak odpowiada zaś szpital, który nie zapewnił dostępności specjalisty pacjentom – tłumaczy Oskar Luty, adwokat z kancelarii DFL Legal. Zaznacza, że sprawy o brak znieczulenia przeciwko szpitalom będą coraz częstsze.

Takie jednostkowe przypadki to dopiero preludium do tego, co może czekać szpitale w drugiej połowie 2016 r., kiedy zacznie obowiązywać nowe rozporządzenie. Problem ze znieczuleniami rozbija się nie tylko o to, czy kobieta ma do niego prawo, ale też o liczbę anestezjologów w szpitalach. Tych brakuje. Tymczasem rozporządzenie wskazuje, że jeśli anestezjolog będzie znieczulał rodzącą, nie może w tym czasie zajmować się żadnym innym pacjentem.

– Musi nadzorować rodzącą i nie wolno mu wykonywać innych świadczeń. A jeśli będzie sam w szpitalu na nocnym dyżurze, pomagając np. przy cięciu cesarskim, jego dostępność może być znacznie ograniczona. Za zaniedbania organizacyjne, faktycznie ograniczające prawo do łagodzenia bólu i przekładające się na cierpienie, pacjentki mogą pozywać placówki medyczne – zauważa Oskar Luty.

– Utopią jest myśleć, że każda pacjentka skorzysta z uśmierzenia bólu. Jeden anestezjolog może znieczulać tylko na jednej sali operacyjnej. Skąd wziąć ich więcej? – pyta Mieczysław Szatanek, ordynator ginekologii i położnictwa w Radomskim Szpitalu Specjalistycznym. Jego zdaniem rozporządzenie doprowadzi do zamykania porodówek. – Bo zarządzający szpitalami będą się bali narażać na koszty i procesy sądowe – dodaje.

Projekty - resort zmienia reguły: Ministerstwo Zdrowia przygotowuje nowelę ustawy o działalności leczniczej. Z wypowiedzi ministra zdrowia wynika, że zamiast komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych o przyznaniu odszkodowania pacjentowi będą decydowali orzecznicy ZUS. Rekompensaty wypłacą ze specjalnego funduszu, na który szpitale odprowadzą składki. ZUS ma orzekać nie o tym, czy doszło do błędu medycznego, ale czy zaistniał wypadek medyczny. Nie jest jednak jasne, czy tym mianem będzie można określić niepodanie kobiecie znieczulenia podczas porodu. Odszkodowanie za wypadki medyczne ZUS ma przyznawać tak jak za wypadki przy pracy. Orzecznik Zakładu opisuje sytuację wypadkową, bada poszkodowanego, stwierdza określony uszczerbek na zdrowiu. Może się więc okazać, że rodząca, która nie dostała znieczulenia, nie otrzyma odszkodowania, bo nie ma trwałego uszczerbku na zdrowiu.

Żródło: Rzeczpospolita, 24.05.2016.

Jeszcze jeden głos w dyskusji nad nadzorem

Poniżej przytaczam treść listu P. Prof. K. Kuszy dot. nadzoru specjalistów nad rezydentami anestezjologii:

"no cóż jeśli można sobie pozwolić na uwagę, to żaden z tych przepisów prawa nie pozostał bez konsultacji w tymty wypadku Departament Prawnym Ministra Zdrowia i RCL. W świetle powyższego wystąpienia aby szkolić brakuje nam jeszcze około 3 tyś specjalistów pod warunkiem, że zechcą to zrobić, gdyż przepisy nie regulują obowiązku szkolenia. Pozostaje pytanie jak Pan mecenas widzi (interpretuje) szkolenie w innych dyscyplinach medycyny?

szacunek

k kusza

PS

Brak dostępu do servisu proszę o zawarcie w nim tych treści"

A życie toczy się na salach operacyjnych dalej. Zapraszam Was do wzięcia udziału w ankiecie dot tego zagadnienia - d

(12.05.2016.)

Ilu rezydentów wykonujących znieczulenie może nadzorować jeden specjalista? Zdanie prawnika.

Polecam lekturze opinię mecenasa Radosława Tymińskiego, będącą pokłosiem jego słynnego już sopockiego wykładu. Opinia dotyczy tematu zawartego w tytule.

Po wykładzie dla anestezjologów w Sopocie otrzymałem wiele pytań dotyczących tytułowego zagadnienia. Odpowiadając jednym zdaniem: liczba lekarzy w trakcie specjalizacji, których może nadzorować specjalista anestezjologii i intensywnej terapii, zależy od grupy ryzyka, do której zakwalifikowano pacjenta, oraz ukończonych lat szkolenia specjalizacyjnego lekarza w trakcie specjalizacji. Trzeba też dodać, że przepisy są w tej kwestii niestety niejednoznaczne.

  Podstawowe zasady wykonywania zabiegów przez lekarzy zdobywających specjalizację z anestezjologii i intensywnej terapii określono w § 8 ust. 3 Ministra Zdrowia z dnia 20 grudnia 2012 r. w sprawie standardów postępowania medycznego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii dla podmiotów wykonujących działalność leczniczą, który brzmi: „Lekarz w trakcie specjalizacji może wykonywać znieczulenie, jeżeli wykonanie tego znieczulenia jest bezpośrednio nadzorowane przez lekarza specjalistę anestezjologii i intensywnej terapii”. Pojęcie „bezpośredniości” w sprawach medycznych zostało wyjaśnione w wyroku Sądu Najwyższego z dnia 3 sierpnia 2006 r. (sygn. akt WA 23/06), który stwierdził, że: „Określenie «bezpośredniości» jako warunku należytości sprawowania tej opieki odpowiada powszechnemu znaczeniu tego słowa. Bowiem «bezpośredni» to taki, który znajduje się blisko nas, niczym nie oddzielony w przestrzeni lub w czasie”. Tym samym za bezpośredni nadzór w świetle prawa można uznać tylko sytuację, w której lekarz specjalista jest przez cały czas trwania zabiegu koło lekarza w trakcie specjalizacji i koło znieczulanego przez tego lekarza pacjenta, co wyklucza nadzorowanie więcej niż jednego lekarza.

  Niemniej w § 8 ust. 4 ww. rozporządzenia wprost napisano, że: „Za zgodą lekarza kierującego oddziałem anestezjologii i intensywnej terapii […] lekarz specjalista anestezjologii i intensywnej terapii może równocześnie nadzorować pracę nie więcej niż trzech lekarzy w trakcie specjalizacji, wykonujących znieczulenia chorych, których stan ogólny według skali ASA odpowiada stopniom I, II lub III, w przypadku: odbycia przez tych lekarzy co najmniej 2-letniego szkolenia w ramach specjalizacji w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii oraz wykazania się odpowiednią wiedzą i umiejętnościami wykonywania znieczulenia. Lekarz specjalista anestezjologii i intensywnej terapii nadzorujący pracę lekarzy w trakcie specjalizacji znajduje się w bezpośredniej bliskości znieczulanych chorych przez cały czas trwania znieczulenia”. Z przepisu tego wprost więc wynika, że lekarz specjalista może nadzorować (po uzyskaniu zgody ordynatora) pracę maksymalnie trzech lekarzy po drugim roku specjalizacji, którzy znieczulają chorych z grup ryzyka I-III wg skali ASA. 

  Należy jednak zwrócić uwagę na terminologiczną sprzeczność pomiędzy § 8 ust. 3 i § 8 ust. 4  rozporządzenia: w § 8 ust. 3 jest mowa o „bezpośrednim nadzorze”, zaś w § 8 ust. 4 mówi się już o „nadzorze”. W języku prawniczym oba te wyrażenia oznaczają co innego, co nakazywałoby rozumieć je jako dwie, samodzielne normy. Teoretycznie zatem rzecz ujmując, lekarz specjalista mógłby nadzorować do trzech rezydentów, o ile w każdym przypadku sprawowałby nadzór bezpośredni (np. do wykonywania znieczulenia u jednego pacjenta staje trzech rezydentów). W praktyce wydaje się to trudne, a nawet nie zawsze możliwe. Opisana powyższej sytuacja stanowi przykład tzw. sprzeczności norm, tj. sytuacji, w której jednak norma pozwala na to, co wyklucza druga norma. W tej sytuacji stosuje się tzw. reguły kolizyjne, a konkretnie regułę, zgodnie z którą przepis szczegółowy uchyla przepis ogólny (lex specialis derogat legi generali). 

  Zastosowawszy powyższe rozumowanie, można dojść do wniosku, że: lekarz specjalista może nadzorować maksymalnie trzech lekarzy w trakcie specjalizacji, o ile: 

- uzyskał zgodę ordynatora;

- lekarz nadzorowany wykazał się odpowiednią wiedzą i umiejętnościami wykonywania znieczulenia;

- lekarz nadzorowany odbył co najmniej dwa lata specjalizacji;

- znieczulany pacjent został zakwalifikowany do grupy ryzyka ASA I-III. 

We wszystkich innych sytuacjach (a więc np. lekarza na I roku specjalizacji) lekarz specjalista może nadzorować tylko jednego lekarza w trakcie specjalizacji.

Radosław Tymiński

Proszę zwrócić uwagę, że:

  • Jednym z podstawowych sprawowania nadzoru warunków jest ten, który mówi o tym, że "lekarz nadzorowany wykazał się odpowiednią wiedzą i umiejętnościami wykonywania znieczulenia" Oczywiście, w przypadku nieszczęścia liczą się tylko dokumenty pisane.... Punkt ten niewątpliwe wymaga uściślenia, na czym ma polegać "się wykazanie"? W jakiej formie ma być ujęte? Przez kogo potwierdzone?
  • "Za zgodą lekarza kierującego oddziałem anestezjologii i intensywnej terapii […] lekarz specjalista anestezjologii i intensywnej terapii może równocześnie nadzorować pracę nie więcej niż trzech lekarzy" - w jakiej formie ma być wyrażona zgoda lekarza kierującego oddziałem oit?Wpis do dokumentacji medycznej? Notatka służbowa? Wpis do książki raportów oddziałowych?

- "Panie Kolego - Pan popilnuje rezydentów na sali nr 1., 2. i 3. ! Dobrze?"      Takie coś trochę kiepsko wygląda w sądzie... Oj.. kiepsko...

  • W chwili obecnej zdecydowana większość specjalistów an i it jest zatrudniona w szpitalach na umowach cywilno-prawnych. Umowy te ściśle określają obowiązki obu stron umowy. Z reguły anestezjolodzy zobowiązują się do świadczenia usług z zakresu anestezjologii (tj. wykonywania znieczuleń), intensywnej terapii oraz leczenia bólu. Niekiedy prowadzenia dawców. Konia z rzędem stawiam temu, kto mi pokaże, że w swojej umowie ma w zakresie czynności bezpłatne nadzorowanie i szkolenie młodszych kolegów?
  • Głębszego zastanowienia się wymaga kwestia odpowiedzialności ubezpieczeniowej, a w konsekwencji finansowej osób nadzorujących. Jeżeli dojdzie do powikłania i szkody medycznej, to kto będzie finansowo odpowiadał za powstałą szkodę?Ponieważ firmy ubezpieczeniowe mają za cel NIE WYPŁACENIE ODSZKODOWANIA i za wszelka cenę nie dopuszczą do wypłaty takiego, więc z pewnością padnie w trakcie ewentualnego postępowania wyjaśniającego argument, że nadzorujący specjalista był ubezpieczony od ewentualnych szkód TYLKO wskutek wykonywania świadczeń z zakresu an i it. Ubezpieczenie specjalisty wg. posiadanej polisy ubezpieczeniowej nie obejmuje szkód powstałych wskutek i w trakcie sprawowania nadzoru i  i spowodowanych  przez rezydenta / rezydentów.  Koniec kropka! I posprzątane... :(
  • Chciałbym również uprzejmie zaznaczyć, że prowadzenie działalności hmm.... szkoleniowej / edukacyjnej podlega opodatkowaniu podatkiem VAT, no chyba że Twoja praktyka lekarska posiada status jednostki objętej systemem oświaty i świadczy usługi z zakresu kształcenia, wtedy jest ona zwolniona z podatku VAT.  Ale, coś mi się zdaje, że gdy otwieraliście swoje praktyki lekarski, to chyba nie rejestrowaliście ich w Centralnej Ewidencji Działalności Gospodarczej jako firm szkoleniowych ;) ? (28.04.2016.)

I znowu pogrom na egzaminie specjalizacyjnym :(

Medycyna Praktyczna donosina swoich stronach:

Kolejny raz nie zdała egzaminu zdecydowana większość przystępujących do Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego z anestezjologii i intensywnej terapii. Co wpłynęło na tak fatalny wynik? Wygląda na to, że kłopot ze zdawalnością PES to wierzchołek góry lodowej złożonej z wielu innych problemów na wcześniejszych etapach szkolenia oraz specyfiki egzaminów w tej dziedzinie.

Centrum Egzaminów Medycznych informuje, że w ostatniej sesji do pisemnej części PES z anestezjologii i intensywnej terapii przystąpiło 65 osób. Nie zdało 51. Wśród zdających było 12 lekarzy, którzy PES składali po raz pierwszy. W tej grupie egzamin zdały dwie osoby. Prof. Krzysztof Kusza, krajowy konsultant w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, powiedział Medycynie Praktycznej, że wnioski przedstawi po analizie sytuacji.

Problemem, nie tylko anestezjologii, zajmuje się Ministerstwo Zdrowia. Tym bardziej, że to nie pierwsza sesja, w której zdawalność PES w tej dziedzinie pozostawia wiele do życzenia. W jesiennej sesji 2015 r. na 105 osób, które przystąpiły do egzaminu, zdało sześć. Jeśli chodzi o proporcje zdających do oblewających Państwowy Egzamin Specjalizacyjny w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, wcześniej było trochę lepiej, ale i tak zaznaczył się niepokojący trend. W sesji wiosennej ubiegłego roku do egzaminu przystąpiło 89 lekarzy, zdało – 27, w 2014 r. w sesji jesiennej zdawało 146 osób, zdało – 37, wiosennej – 75 osób przystąpiło do egzaminu, zdało – 29. W innych dziedzinach wyniki są lepsze. W jesiennej sesji 2015 r. do egzaminu z chorób wewnętrznych przystąpiło 268 osób, zdało 168. Do egzaminu z chorób zakaźnych przystąpiło 18 osób, zdało – 7. Ale też w innych dziedzinach panuje odmienna sytuacja w dziedzinie szkolenia, w nawykach nabywanych w trakcie tego szkolenia, nie ma też innych uznawanych przez państwo egzaminów.

- Nie widzę powodu, by jeszcze bardziej upraszczać pytania na egzaminie testowym. Można domniemywać, że jego słabe wyniki świadczą o jakichś problemach ze szkoleniem specjalizacyjnym. Zapewne jego realizacja przez niektórych lekarzy pozostawia wiele do życzenia – mówi dyrektor Centrum Egzaminów Medycznych dr hab. Mariusz Klencki.

Wielu naszych rozmówców zwraca uwagę, że PES w anestezjologii i intensywnej terapii to swoisty egzamin poprawkowy dla tych, którzy wcześniej nie zdali egzaminu europejskiego EDA. Egzamin ten uznawany jest za równoważny z zaliczeniem (w całości lub w części) z wynikiem pozytywnym PES. Ze względu na to, że egzamin europejski przebiega w terminach innych niż PES, lekarze mają możliwość przystępowania do obu egzaminów.

- Jesteśmy jedyną specjalizacją, gdzie do egzaminu specjalizacyjnego podchodzą osoby, które wcześniej nie zdały jednego lub kilku egzaminów z tej dziedziny – mówi dr hab. Mariusz Piechota, kierownik Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii - Ośrodka Pozaustrojowych Technik Wspomagania Czynności Nerek i Wątroby Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala im. dr Wł. Biegańskiego w Łodzi..

Co więcej – jak podkreśla, nacisk na egzaminie europejskim jest położny na anestezjologię, polski egzamin sprawdza też wiedzę z intensywnej terapii. A z tą może być u zdających krucho. Dlaczego? Bo można domniemywać, że generalnie szkolenie specjalizacyjne pozostawia w Polsce wiele do życzenia.

Zdaniem prezesa Polskiego Towarzystwa Intensywnej Terapii Interdyscyplinarnej prof. Rafała Niżankowskiego w Polsce stosunkowo trudno wejść do systemu szkolenia specjalizacyjnego, potem następuje kilka lat „spokoju” podczas odbywania specjalizacji, i na końcu znowu jest trudno, bo trzeba zdać egzamin. Tymczasem w systemie amerykańskim nie marnuje się ani jednego miesiąca odbywania szkolenia specjalizacyjnego. Tam rezydent nieustannie walczy o to, by kontynuować szkolenie i jest sprawdzany na niemal każdym kroku z wiedzy i umiejętności, zaś placówki szkolące, by móc mieć przywilej kształcenia specjalizacyjnego (i wynikające z tego niemałe pieniądze i prestiż), muszą konkurować między sobą, proponując programy, układy zajęć oraz sposoby weryfikacji zapewniające bardzo wysoki poziom szkolenia.

W polskim systemie rezydent, zwłaszcza w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, wbrew nazwie nie „rezyduje” w szpitalu. Często ma system pracy równoważny, co powoduje, że nie ma go w szpitalu kilka dni, bo odbiera wolne za pracę w sobotę i niedzielę. Uganiając się za dodatkowymi źródłami dochodu, dorabia np. w stacjach pogotowia ratunkowego.

- Tylko rezydenci w tej dziedzinie wnioskują o podanie terminu egzaminu na pół roku wcześniej. Dlaczego? Bo pewnie mają tak napięty grafik pracy. Egzamin specjalizacyjny to egzamin licencyjny, który ma dać przepustkę do awansu zawodowego i finansowego. W tym kontekście słowa „specjalista kardiolog” na pieczątce lekarskiej zmieniają dla lekarza więcej niż „specjalista anestezjolog” – mówi dr Klencki.

Kierownicy specjalizacji w anestezjologii często są zatrudnieni na kontraktach, a nie umowach o pracę. To też powoduje określone konsekwencje, np. zdarza się, że także oni nie bywają codziennie w szpitalu i wykonują bardzo ściśle określony zakres czynności. Ekspert Uczelni Łazarskiego Jerzy Gryglewicz zwraca uwagę na kilka innych aspektów szkolenia specjalizacyjnego.

- Praktycznie nie ma systemu oceny jakości pracy kierownika specjalizacji, a powinny być wprowadzone jasne kryteria, wśród których znalazłaby się ocena jego pracy pod kątem zdawalności PES przez „jego” rezydentów – mówi.

Zakres odbywania specjalizacji powinien ponadto zawierać minimalną liczbę procedur medycznych faktycznie zrealizowanych przez lekarza w trakcie specjalizacji. Teraz bywa, że sprawozdania są fikcyjne, co można wyeliminować poprzez elektroniczne raportowanie z możliwością weryfikacji. 

Rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia Milena Kruszewska w odpowiedzi na pytania Medycyny Praktycznej napisała, że nie można jednoznacznie stwierdzić, iż słaba zdawalność PES jest wyłącznie wynikiem niedopatrzenia ze strony kierowników specjalizacji czy jednostek prowadzących szkolenie specjalizacyjne. „Bez nabytej, uzupełnionej samodzielnie i utrwalonej przez lekarza dodatkowej wiedzy medycznej nie da się osiągać pozytywnych wyników egzaminacyjnych” – czytamy w jej piśmie. 

Dodała jednak, że minister zdrowia dostrzega potrzebę dokonania zmian w systemie kształcenia podyplomowego lekarzy i lekarzy dentystów. Dlatego powołał Zespół do spraw opracowania zmiany systemu kształcenia podyplomowego lekarzy i lekarzy dentystów, który zajmie się analizą i oceną aktualnego systemu oraz wskaże propozycje ewentualnych zmian. Jego pierwsze posiedzenie planowane jest na 14 kwietnia. Raport końcowy ma być przedstawiony nie później niż za cztery miesiące. (19.04.2016.)

Medyczny portal prawny - dla anestezjologów zwłaszcza...

Przeglądając ostatnio różnego rodzaju medyczne strony internetowe natknąłem się na prawdziwą kopalnię PRAKTYCZNEJ wiedzy dotyczącej prawnych aspektów wykonywania naszego zawodu: Prawalekarzy.pl W portalu tym omawiane są nie tylko problemy prawne dotyczące lekarzy specjalistów, ale również i rezydentów. Sądzę że młodszych kolegów i koleżanki z pewnością zainteresuje prawna ocena legalności ich działania np. w takich aspektach:

W całym serwisie bardzo dużo miejsca poświęcono omówieniu uzyskania PRAWIDŁOWEJ i LEGALNEJ zgody na wykonanie procedury medycznej; problematyka zawinionego przez lekarza tzw. "błędu w prawie" jest jednym z częściej poruszanych tematów przez autora serwisu, który jest praktykującym prawnikiem, specjalistą w dziedzinie prawa medycznego. Wg jego spostrzeżeń ok. 90 % uzyskiwanych zgód w naszym procedury medyczne jest nieważnych. Przerażające w kontekście ewentualnych konsekwencji... Polecam lekturze, zwłaszcza specjalistom, takie wątki jak:

Wszystkie powyższe tytuły linków pochodzą z opisywanego portalu - jak widać poruszane są same praktyczne problemy. Autor zajmuje się także, jeśli można tak powiedzieć, "profilaktyką przeciwpozwową" Opisuje szereg sytuacji, które doprowadzają do złożenia pozwu sądowego przeciwko lekarzowi i przedstawia działania, które zapobiegłyby złożeniu pozwu  przez pacjentów i ich rodziny. Wydaje mi się to o tyle istotne,  że autor portalu zalicza uprawianie anestezjologii i intensywnej terapii do kategorii najbardziej ryzykownych  pod względem prawnym dziedzin medycznych. A jak dołożymy informacje, ze to lekarz zobowiązany jest (przeczytajcie KONIECZNIE!) w świetle obowiązującego prawa udowodnić ze poinformował w sposób właściwy pacjenta...

Polecam jako lekturę obowiązkową! (12.04.2016.)

Lekarze na sali sądowej

Polecam uwadze artykuł, który ukazał sie w Mp.pl Lekarze mają coraz więcej spraw sądowych. Jest ciężko, a będzie coraz ciężej. Jednak mimo wszystko z okazji nadchodzącej szybkimi krokami wiosny życzę wszystkiego dobrego. Zapraszam do naszego działu poświęconego szkoleniom - z wiosną pojawiło się szereg nowych, interesujących propozycji szkoleniowych.

Skoro jesteśmy przy tematyce prawnej - polecam również artykuł znajdujący się tutaj, a traktujący o bezpieczeństwie prawnym anestezjologa w kontekście prowadzenia / przerwania terapii daremnej. (29.03.2016.)

Jachranka 2016

Tradycyjnie, w imieniu organizatorów zapraszam na coroczne, majowe spotkanie anestezjologów w Jachrance. w tym roku, jak piszą organizatorzy konferencji dominującymi tematami będą optymalnej płynoterapii w różnych stanach klinicznych, znieczulenia w położnictwie i ginekologii, powikłań w anestezjologii, diagnostyki i terapii sepsy, żywienia w Oddziale Intensywnej Terapii (OIT), bólu, sedacji i delirium w OIT oraz daremnej terapii w OIT. (06.03.2016.)

Podpisy anestezjologiczne w Księdze Operacji

Dzisiaj ciąg dalszy naszych rozważań dotyczących prawidłowo prowadzonej dokumentacji medycznej. W tym odcinku ;) o dokumentacji Bloku Operacyjnego. W myśl ROZPORZĄDZENIA MINISTRA ZDROWIA z dnia 21 grudnia 2010 r. w sprawie rodzajów i zakresu dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania "Księga bloku operacyjnego" albo sali operacyjnej zawiera:
(...)
12) rodzaj znieczulenia zastosowanego u pacjenta i jego szczegółowy opis oraz oznaczenie lekarza anestezjologa, zgodnie z § 10 ust. 1 pkt 3;
13) oznaczenie osób wchodzących odpowiednio w skład zespołu operacyjnego, zespołu zabiegowego, zespołu anestezjologicznego, zgodnie z § 10 ust. 1 pkt 3, z wyszczególnieniem osoby kierującej wykonaniem operacji albo zabiegu.

Żeby było jasne, ustawodawca w paragrafie 10. ust.1 punkt 3 precyzuje, co to takiego jest to nieszczęsne OZNACZENIE ANESTEZJOLOGA. Składa się ono z:
a) nazwisko i imię,
b) tytuł zawodowy,
c) uzyskane specjalizacje,
d) numer prawa wykonywania zawodu – w przypadku lekarza, pielęgniarki i położnej,
e) podpis;

Kupowanie najtańszego ubezpieczenia jest ryzykowne

Polecam lekturze artykuł na 24. stronie lekarskiej Gazety Galicyjskiej. Opisane tam zagadnienia dotyczą szczególnie nas, anestezjologów.

Forum Dyskusyjne - reanimacja ;)

Ostatnimi czasy nasze Forum wykrzaczyło się i rozsypało, tudzież utraciło niektóre swoje funkcjonalności. Od dzisiaj juz wszystko wróciło do normy - można zamieszczać i edytować swoje posty. Cracus - dzięki za informacje o błędach na forum. Mam nadzieję, że okres błędów i wypaczeń mamy za sobą :) (30.01.2016.)

Podpisy...

Czy zastanawialiscie się, czy Wasze podpisy w dokumentacji medycznej pacjenta są WAŻNE? WAŻNE I LEGALNE? Na pierwszy rzut oka pytanie pozbawione jest sensu, oczywista odpowiedź na nie brzmi 'tak".

Okazuje się, że diabeł tkwi jak zwykle w szczegółach. A dla NFZ-u szczegóły są niezmiernie ważne. Jeśli nawet nie najważniejsze :)

W wielu szpitalach posługujemy się już (?) dokumentacją elektroniczną. Są zasadniczo dwa systemy jej prowadzenia. System nr 1: wypełniamy dane w systemie elektron. i wszystkie dane tam wklepane dublujemy raz jeszcze na papierze podpisując się własnoręcznie i podbijając te dane naszym starym, wysłużonym stempelkiem. Drugi system to dokumentacja czysto elektroniczna. Tylko i wyłącznie komputery... Zastanawialiście sie, jakim podpisem autoryzujecie umieszczane tam przez Was dane? Czy jest to podpis elektroniczny CERTYFIKOWANY? Bo każdy inny, w świetle obowiązującego prawa jest nieważny. Z punktu widzenia ustawodawcy , a zwłaszcza NFZu...

Przeczytajcie sobie,  proszę w Waszych umowach kontraktowych, jakie macie wpisane kary z tytułu nieprawidłowego prowadzenia dokumentacji pacjentów z NFZ-u. :) :)

 Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Pozdrawiam! Wasz polanestetyczny Admin :)   (23.01.2016.)

Kolejny pogrom na egzaminie

"Lekarzy specjalistów brakuje także dlatego, że nie są oni w stanie zaliczyć testów. Ich jesienną edycję zdało tylko 9 proc. kandydatów na anestezjologów.

Nie ma chyba szpitala, który nie narzekałby obecnie na brak ekspertów od znieczulenia pacjentów. Specjalizacja ta jest jedną z najbardziej poszukiwanych i pożądanych. Także z tego względu, że od lipca każda rodząca kobieta może zażądać anestezji. Niestety, na szybkie uzupełnienie luki kadrowej się nie zanosi. Bo choć kandydatów na anestezjologów jest dużo, to tylko garstka z nich jest w stanie zdać egzamin.

Spośród 67 lekarzy, którzy jesienią podeszli do Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego (PES), zaliczyło go tylko sześciu. 91 proc. oblało. Dlaczego? Twierdzą, że zadania testowe były zbyt trudne. Zawierały liczne podpunkty, zdania wielokrotnie złożone i podwójne zaprzeczenia. A pytania były oparte na pojedynczych doniesieniach naukowych i opiniach, a nie na ugruntowanej i potwierdzonej wiedzy medycznej. Żądają powtórzenia egzaminu, a Naczelna Rada Lekarska domaga się od ministra zdrowia audytu PES.

Ale zupełnie inaczej widzą ten problem ci, którzy odpowiadają za jakość kształcenia. – Koszty egzaminu de facto pokrywają obywatele. I wierzą oni, że we właściwy sposób weryfikujemy wiedzę i umiejętności ludzi, którzy za chwilę będą ich leczyli – uważa prof. Krzysztof Kusza, konsultant krajowy w dziedzinie anestezjologii.

Centrum Egzaminów Medycznych w Łodzi przyznaje, że o ile dotychczas średnia niezdawalność PES we wszystkich specjalizacjach wynosiła 22–24 proc., o tyle tej jesieni przekroczyła 27 proc. W przypadku chirurgii dziecięcej było to 62 proc., ortopedii – 66 proc., a neurochirurgii – 47 proc. Tylko w przypadku anestezjologii od lat waha się w granicach 80–90 proc. Powód? Większość z przystępujących do jesiennej edycji egzaminu to ci, którzy wcześniej, we wrześniu, nie zdali europejskiego egzaminu specjalizacyjnego organizowanego przez Polskie Towarzystwo Anestezjologii i Intensywnej Terapii. Otwiera on lekarzom drzwi do europejskich klinik. – PES lekarze traktują jak poprawkę, a skoro nie zdali tamtego, nie radzą sobie też z naszym. To jedna z przyczyn niepowodzeń – twierdzi prof. Mariusz Klencki, dyrektor CEM w Łodzi.
Obniżenie poziomu zadań może więc niewiele zmienić. Zwłaszcza że PES można zdawać do skutku. Spośród ponad 2,2 tys. anestezjologów, którzy przystąpili do egzaminu od 2004 roku, jest grupa 57 lekarzy, którzy nigdy go nie zaliczyli, pomimo że podchodzili do niego wielokrotnie. To najczęściej tzw. jedynkowicze, którzy ukończyli I stopień specjalizacji w starym systemie i za zgodą ordynatora mogą wykonywać znieczulenia, lub inni medycy pracujący pod nadzorem specjalisty. Są to zwykle doświadczeni lekarze, ale tak zapracowani, że nie mają czasu uczyć się do egzaminu." ("Dziennik Gazeta Prawna") (15.01.2016.)

Archiwum artykułów >>